piątek, 20 grudnia 2013
Od Ariany Sophie van Rose Victory
Urodziłam się w watasze demonów. Byłam jedynym białym wilkiem. Wszyscy byli czarni, tylko ja biała. Od początku byłam inna niż cały świat. Była burzliwa noc, gdy przyszłam na świat. Moja mama i tata byli Alfami tej watahy, a ja miałam ich kiedyś zastąpić. Jednak moja mama za wcześnie zaszła w ciążę i zmarła przy porodzie. Mój tata był wstrząśnięty, zresztą podobnie jak cała wataha, i chciał mnie zabić, nie mam pojęcia czemu. Nie wiem, co mnie napadło, ale zaczęłam mordować prawie całą watahę, z wyjątkiem mojej rodziny. Wtedy moja siostra chciała podlizać się mojemu tacie próbując mnie dorwać i uśmiercić lub przepędzić z terenów watahy. Zaatakowała mnie, a ja wpadłam w furię. Nie pamiętam, co się stało, ale wiem, że potem zobaczyłam tylko krew i ją... martwą. Byłam przerażona, że zabiłam własną siostrę. Uciekłam stamtąd, gdyż bardzo pragnęłam zwyczajnie odejść z tego świata. Dotarłam wtedy do dziwnego miejsca, gdzie było ciemno i mrocznie, Był to taki las. Chciałam zostać tam na zawsze i odciąć się od całego świata po tym, co zrobiłam. Ale los sprawił, że spotkałam basiora, czarnego basiora o czerwonych oczach. Miał na imię Seth. Śledził mnie, a ja miałam go dość z każdą chwilą spędzoną w jego towarzystwie. Ale po jakimś czasie, kiedy nawiązywałam z nim kontakt, było mi coraz lepiej w jego towarzystwie. Mijały miesiące, a ja zakochałam się w nim. On we mnie i tak się złożyło, że zostaliśmy parą.
Los chciał niestety zepsuć wszystko. Świat obrócił się przeciwko mnie i pewnego dnia napadła na nas wroga wataha wilków...
Pamiętam, że leżeliśmy sobie na plaży, był zachód słońca i ten sam dzień, w którym zostaliśmy parą. Było tak wspaniale, a tu nagle usłyszeliśmy wycie wilków. Nie wiedzieliśmy, co się stało. Odwróciłam się i zobaczyłam wtedy stado, biegnące w naszym kierunku! Rzuciłam się na ich przywódcę, a mój Seth na innego wilka. Walka trwała długo. Po kolei różne wrogie wilki padały martwe na ziemi. W końcu skoczyłam na jednego z nich, Alphę i udało mi się go zamordować. Wataha była wściekła i kiedy nie patrzyłam próbowali użyć mocy zabijającej na mnie. Odwróciłam się w ostatniej chwili i zobaczyłam, że trafia to nie we mnie, tylko w Seth'a, który stanął przede mną, Zginął broniąc mnie. Wtedy tak się wkurzyłam i w rozpaczy zmasakrowałam wszystkich pozostałych.. Seth już nigdy do mnie nie wrócił, a ja zyskałam okropny charakter...
Następnego dnia obudziłam się wcześnie. Od chwili, w której umarł mój ukochany, ciągle padał deszcz. We mnie też padał deszcz. Byłam tak smutna, że nic już mnie nie cieszyło. Wiedziałam, że już nigdy nie będę taka, jak kiedyś.
Poszłam na spacer, bardzo smutny spacer. Wciąż padało. Ale mi udało znaleźć się miejsce, w którym świeciło słońce. Była to pustynia, gdzie było okropnie gorąco. Mnie jednak teraz pogoda nie obchodziła, miałam wszystko gdzieś, gdyż byłam w żałobie za Seth'em.
Chciało mi się pić, więc gdy przeszłam kawałek pustyni zmieniłam kierunek idąc do lasu. Było słonecznie, ale już po chwili zrobiło się pochmurnie. Podeszłam do jakiegoś jeziorka i zobaczyłam swoje odbicie. Biała wilczyca ze skrzydłami, niebieskie oczy, czarne elementy, przenikliwe spojrzenie... oraz także smutek wyraźny z daleka. Po chwili obok mojego odbicia ukazał się także widok skrzydlatej wadery o szarej sierści, białych elementach i niebieskich plamkach. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
- Jestem Chinatsu, a ty?
- Ariana Sophie van Rose Victory- mruknęłam.
- Jej, długie imię. Coś cię gryzie?- Chinatsu widocznie zauważyła, że zrobiła się ze mnie smutna wilczyca.- A wiesz, ja też znam inną Arianę.
- Nie jednemu psu Burek- burknęłam.
Wadera westchnęła. Po czym jednak zaproponowała już bardziej ożywiona:
- Chciałabyś dołączyć do mojej Watahy Egzorcyzmów?
- W sumie mogę...- odpowiedziałam.
- Co byś chciała robić?- zapytała.
- Biegać sobie z moim partnerem- mruknęłam szczerze.
- Mam na myśli stanowisko. Czym chcesz się zajmować, jakie mieć?- wilczyca nie wyglądała na zachwyconą moim zachowaniem.
- Mogę być nauczycielką?- zastanowiłam się.
- A czego chcesz uczyć?- spytała Chinatsu.
- Demonologii.- odpowiedziałam.
- Dobrze. To witaj w watasze!- ucieszyła się wadera.
Uśmiechnęłam się lekko, trochę to wymusiłam, gdyż wciąż byłam taka, jaka będę już na zawsze nawet wobec tych, którzy mi pomogli, w tym właśnie Chinatsu. Ona była dla mnie miła, tylko ja taka średnio. Ale taki mam charakter od tego okropnego dnia...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz